Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreskówki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kreskówki. Pokaż wszystkie posty
Nieco zbyt osobiste podsumowanie 2024

Nieco zbyt osobiste podsumowanie 2024

 


Nie wiem właściwie po co mi to podsumowanie. To w sumie nie do końca prawda. Trochę wiem. Chyba mam potrzebę udokumentowania swoich przeżyć z tego roku, mojego stanu pod jego koniec i pożegnania się z nim. Chcę wejść w ten nowy rok z nieśmiałą nadzieją na to, że wszystko nareszcie zmierza w dobrym kierunku. Będzie trochę rzeczy z życia i z popkultury. Będzie też bardziej osobiście niż zwykle, może zbyt osobiście.

Ostatni ponad rok naznaczyły moje problemy z żołądkiem. Psuły mi często plany i po prostu były najzwyczajniej w świecie uciążliwe i nieprzyjemne. Jak pewnie podejrzewacie nie wpływało to także dobrze na mój stan psychiczny. Cały czas zastanawiałam się, co mi jest i obawiałam się najgorszego. Chodziłam do lekarzy. Czasem trochę z tym zwlekałam. Najczęściej jak mi się trochę poprawiło. Żaden z lekarzy nie chciał mnie wysłać na usg. W końcu poszłam sama i okazało się, że mam kamień na woreczku żółciowym i to on może być przyczyną moich dolegliwości. Poczułam dziwną ulgę, bo już przynajmniej wiedziałam, co mi jest. Dzięki temu poczułam się trochę lepiej ze sobą i zyskałam nowe siły. Czeka mnie najprawdopodobniej zabieg, ale muszę jeszcze przejść przez parę procedur.

Z moim stanem psychicznym bywało różnie. Ciągłe dolegliwości nie wpływały na niego dobrze. Nie podobała mi się również moja ówczesna praca. Na szczęście udało mi się ją zmienić i teraz mam naprawdę dobre zajęcie. Pod koniec roku zwiększył mi się zakres obowiązków i w nowym będę więcej zarabiać. Dzięki paru pochwałą zyskałam też większy zapał i chęć do rozwoju i nauki nowych rzeczy. Mam nadzieję, że ta energia ze mną zostanie. Zaczęłam też uczęszczać do kolejnego psychologa. Może tym razem terapia się uda. Trzymajcie kciuki.

Pisanie w tym roku szło mi średnio. Muszę to przed sobą przyznać. Próbowałam różnych sposobów, żeby do niego wrócić, ale zwykle kończyły się fiaskiem. Nadal próbuję, bo pisanie jest z jakiegoś powodu dla mnie ważne i jestem na tyle głupia, że nie potrafię z niego zrezygnować. Cały czas jednak w jakiś sposób mi towarzyszyło, najczęściej w formie luźnych zapisków w pamiętniku, czy to na komputerze, czy to na papierze, a parę razy nawet na komórce. W mojej głowie narodziła się nawet nowa opowieść. Tym razem bez wątków nadnaturalnych, które zwykle towarzyszą większości moich historii. Nie wiem jak na dłuższą metę to przeżyję, bo ciężko mi się bez tego pisze. Nowy projekt to młodzieżówka, z elementami kryminału pod roboczym tytułem Zagadka dla dwojga. Tak, wiem. Nie brzmi to najlepiej, ale coś czuję, że przylgnie i zostanie. Wkrótce zdradzę więcej.

Z prowadzeniem tego oto bloga było chyba gorzej niż średnio. Ostatni wpis opublikowałam na Walentynki. Pisałam o shipowaniu, czymś co bardzo definiuje moje doświadczenie fanowania. Nie napisałam żadnej recenzji, choć przeczytałam trochę książek, nawet kilka bardzo dobrych i wartych polecenia. Wylot Olesi Ivchenko i Ucieczka Apsary Katarzyny Podstawek i Katarzyny Rutkowskiej, choć tak różne były jednymi z nich. Oczarowały mnie. Z prowadzeniem Instagrama było ciut lepiej. Pojawiło się trochę mojej wątpliwej twórczości. Zdradziłam też trochę o moich najważniejszych i najbliższych sercu projektach. Pojawią się jeszcze posty o innych. Chcę trochę popracować nad ich szatą graficzną, tak by była ciekawsza i bardziej przyciągająca wzrok. W tym roku zaniedbałam moje ukochane Whosome. Nadal z doskoku coś wnosiłam, ale nie było tego wiele. Napisałam dla portalu jedynie trzy teksty. Facebook Perła pisze czasami odżywał, ale tylko na krótkie chwili. Potrzebuję znaleźć na niego jakiś pomysł. Nie obiecuję, że w nowym roku będę aktywniejsza, ale chcę od czasu do czasu napisać jakiś dłuższy tekst, czy też podziałać na mediach społecznościowych.

Byłam na paru konwentach i spotkałam się podczas nich z ludźmi, których lubię i cenię. Powiem Wam, że ja bardzo lubię konwenty, choć jeżdżę na nie od niedawna. Dają mi szansę na posłuchanie o tym, co mnie interesuje, na spotkania, na rozmowy. Pozwalają mi też trochę wyjść ze swojej skorupki. Zdarza mi się także samej prelegować, co jest dla mnie wyzwaniem. Na razie opowiadałam o tym, w czym czuję się najlepiej, czyli o kreskówkach.

W tym roku moim największym popkulturowym odkryciem był serial Bojack Horseman, który obejrzałam dwa razy. Pokochałam go całym sercem i uważam obecnie za moją ulubioną historię fikcyjną w ogóle. Poruszył we mnie właściwe struny. Trudno mi o nim pisać, bo boję się, że nie uda mi się w pełni oddać tego, co czuję. To opowieść o słabościach i zmaganiach, o relacjach, o próbie zmiany i o doświadczeniu bycia człowiekiem (czy też w przypadku tej serii zwierzęciem). Jest przy tym bolesna i bardzo życiowa, ale także pełna nadziei. Skoro Bojack może się zmienić, my też możemy.

Ten rok kończy się zadziwiająco pozytywnie, z zmianami, które sprawiają, że czuję się lepiej ze sobą. Nadal oczywiście obawiam się przyszłości i cały czas z tyłu głowy towarzyszy mi lęk przed nią, ale mam więcej wiary w to, że wszystko jakoś się ułoży. W głowie mam postanowienia na 2025, ale jednocześnie wiem, że nakładanie na siebie zbyt dużej presji nie przyniesie dobrego efektu. Mam zamiar zatem po prostu iść do przodu, starać się i nie poddawać, nawet jeśli odniosę porażkę. Może to wszystko brzmi naiwnie, ale potrzebowałam to napisać, by dodać sobie trochę siły.

Chcę też podziękować ludziom, którzy towarzyszyli mi przez ten rok. Nie do końca umiem w relacje, ciężko mi się je nawiązuje, czasami długo odpisuję, ale cieszę się, że jesteście i mam nadzieję, że zostaniecie.

Fajnego Sylwestra i dobrego 2025 roku, moi drodzy!

Kiedy ujawniają się prawdziwe kolory (także dosłownie), czyli przemyślenia po finałowym odcinku drugiego sezonu "Płazowyżu"

Kiedy ujawniają się prawdziwe kolory (także dosłownie), czyli przemyślenia po finałowym odcinku drugiego sezonu "Płazowyżu"


Obraz autorstwa Danny Ducker

Uwaga, będą spojlery!

True Colors sprawdza się doskonale jako zamknięcie drugiego sezonu Płazowyżu. Domyka pewne wątki i otwiera nowe – odpowiada na niektóre pytania dotyczące mitologii serialu, by za chwilę zadać nowe.

Najważniejsze są jednak postacie – ich motywacje, działania i relacje z innymi postaciami. Na pierwszy plan wychodzą trzy dziewczyny, które trafiły do innego świata, czyli Anne, Sasha i Marcy oraz łącząca je skomplikowana przyjaźń.

Każda z nich po trafieniu na tytułowy Płazowyż przeżyła różne przygody i przeszła przemianę. Najbardziej z całej trójki rozwinęła się chyba Anne, która z dala od swoich przyjaciółek zdała sobie sprawę z własnej wartości i nauczyła się walczyć o swoje i o samą siebie. Podczas pobytu w Wartwood popełniła wiele błędów, ale za każdym razem starała się je naprawiać i wyciągała z nich lekcję. Spotkanie Plantarów miało na nią pozytywny wpływ. Stali się jej wyjątkowo bliscy. Przyjęli ją do swojej małej rodziny. Jestem daleka od stwierdzenia, że Sprig był jej pierwszym prawdziwym przyjacielem, bo mimo, że pokazał jej na czym tak naprawdę polega przyjaźń, to nie wymazuje to tego, że Sasha i Marcy były dla niej bardzo ważne i łączyła je silna, nie do końca zdrowa, ale silna więź.  Pozostałe dwie bohaterki również się rozwinęły, ale zarazem w pewnym stopniu uwypukliły się ich negatywne cechy. Sasha jako naturalna przywódczyni od razu poradziła sobie w nowym otoczeniu, nawet jeśli nie było ono dla niej początkowo przyjazne. Dzięki swojemu sprytowi i urokowi osobistemu przekonała do siebie ropuszych żołnierzy, a następnie ich kapitana. W drugim sezonie postawiła sobie za cel przejęcie władzy na całym Płazowyżu. Po ponownym spotkaniu Anne i Marcy zaczyna jednak mieć wątpliwości. Nie jest do końca pewna, czy tak naprawdę pragnie władzy. Zaczyna zdawać sobie sprawę z tego, że zależy jej  na innych, że nie chce zawieść ich zaufania. Marcy po trafieniu na Płazowyż zyskała szansę na przeżycie fantastycznej przygody, czegoś wprost z jej książek i gier. To było dla niej jak spełnienie marzeń. Od razu się tam odnalazła. Stała się doradczynią samego króla, wprowadziła ulepszenia w mieście i zyskała nawet własny pomnik.

Nic nie jest jednak takie jakim się wydaje. W ostatnim odcinku drugiego sezonu na jaw wychodzą tajemnica. Najpierw karty odkrywa Sasha. Jej zdrada boleśnie godzi w Anne, która bardzo chciała ponownie jej zaufać i odbudować z nią przyjaźń. Później następuje odkrycie, że król Andrias jest zły. Coś czego chyba wszyscy się spodziewaliśmy. Wreszcie ujawniona zostaje prawda o tym, jak dziewczyny trafiły na Płazowyż. Andrias wyjawia, że Marcy to zaplanowała. W smutnej scenie dziewczyna wyznaje, że nie chciała po prostu rozstawać się z przyjaciółkami, że nie chciała zostać zupełnie sama. Spotyka ją niestety to czego chciała tak bardzo uniknąć. Wszyscy się od niej oddalają. Zostaje na kolanach, w odosobnieniu. Podróż na Płazowyż była zatem dla niej nie tylko szansą na przeżycie przygody w świecie fantasy, ale także i ucieczką przed rzeczywistością, próbą zatrzymania czasu. Dziewczyna musiała nie mieć też najlepszych relacji z rodzicami skoro zareagowała w taki sposób na wieść o przeprowadzce i zaufała Andriasowi, dlatego że był dla niej miły. Innym elementem, który można tu jeszcze dostrzec jest silne przywiązanie Marcy do przyjaźni z Anne i Sashą. Dziewczyna nie dostrzega oczywistych problemów w tej relacji, wypiera je. Stąd jej częste próby godzenia Anne i Sashy, gdy Anne ma pełne prawo być zła.

Prawda o Marcy jest dla trójki dziewczyn najboleśniejsza. Anne wyznaje, że tęskniła za swoim starym życiem, za rodzicami. Sasha po prostu się odsuwa. Nie mówi za czym tęskni, ale oczywiste jest, że ma Marcy za złe, że ściągnęła ją na Płazowyż. Wiemy, że Sasha była kapitanem cheerlederek, że w szkole ją szanowano i że chroniła Marcy i Anne przed dręczycielami. Nie mamy natomiast informacji o tym, jak wyglądało jej życie rodzinne. Prawdopodobnie idę już tutaj za daleko, ale może, podobnie jak w przypadku Marcy, nie było najlepsze. A może po prostu poczuła się zdradzona i nie mogła znieść tego, że kontrola, którą tak bardzo sobie ceni została jej odebrana. 

Tak naprawdę najbardziej wrócić chciała Anne. Marcy i Sasha już nie tak bardzo. Marcy chciała podróżować po kolejnych światach, a Sasha rządzić Płazowyżem. Musiały zatem nie mieć do czego wracać. Anne natomiast miała. Czekał na nią kochający dom.

Anne ostatecznie mówi, że ich trójka może popełniła błędy, ale że to Andrias jest tym złym. Oznacza to, że relację między dziewczynami może jeszcze da się naprawić, że dadzą sobie nawzajem szansę. Ale najpierw muszą przyznać przed sobą, że coś było nie tak i postarać się to przepracować. Widoczne jest również to, że zależy im na sobie, że są gotowe chronić siebie nawzajem.

Jedną z najmocniejszych scen w odcinku jest ta, w której król Andrias wyrzuca przez okno Spriga. To skupienie na Anne, spowolnienie, montaż z wspólnymi wspomnieniami (ending z pierwszego sezonu przerobiony na scenę to coś pięknego) i wreszcie przemiana dziewczyny w niebieską super-formę. Jeszcze ta surowość słów Anne do króla – „Give him back!”. Brawa dla aktorki za przelanie w tę jedną kwestię tyle emocji. Walka z królem została zaanimowana po mistrzowsku – jest dynamiczna i płynna. A muzyka! Muzyka podczas tej sceny jest przepiękna! 

Drugą mocną sceną jest oczywiście ta, w której król Andrias przeszywa Marcy mieczem. Dziewczyna w ostatnich chwilach mówi jeszcze do Anne: „I’m sorry for everything”. To przed tym ostrzegała początkowa plansza. Za pierwszym obejrzeniem nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Byłam w szoku, z szeroko otwartą buzią. Nie spodziewałam się, że twórcy zdecydują się na zrobienie czegoś tak drastycznego.

Marcy i Sasha zostają na Płazowyżu, a Anne i Plantarowie trafiają do naszego świata. Na samym końcu pokazana zostaje jeszcze czołówka trzeciego sezonu, ale jej już nie będę omawiać, bo wymagałoby to poświecenia uwagi różnym drobiazgom. Może kiedy indziej, albo nigdy. 

 Wrażenia po pierwszym odcinku drugiego sezonu "The Owl House"

Wrażenia po pierwszym odcinku drugiego sezonu "The Owl House"


Wyłożę dla Was moje wrażenia po pierwszym odcinku drugiego sezonu "The Owl House". Zrobię to w punktach, żeby było trochę bardziej uporządkowane. I tak spodziewajcie się niemałego chaosu. Dobra, zaczynamy. Będą spojlery. Wróćcie zatem, jak już obejrzycie.

– Pierwsza scena odcinka nawiązuje do pierwszej sceny z serialu w ogóle. Tyle, że teraz to Luz występuje w roli bohaterki, walczącej z potworami. Oczywiście mamy tu mały, komediowy twist. Bestia z którą się mierzy okazuje się wcale nie taka straszna.

– Czołówkę widziałam już wcześniej. Powiem tylko, że jest cudna - świetnie zaanimowana i klimatyczna. Kolory zmieniły się także względem pierwszej, są ciemniejsze, prawdopodobnie wskazują na zmianę tonu serii na nieco mroczniejszą.

– W następnych scenach Luz nagrywa filmik dla swojej mamy. Przedstawia jej, jak wygląda sytuacja (robi takie mały podsumowanie tego co działo się w ostatnich odcinkach pierwszego sezonu) i przy okazji zaznajamia ją z mieszkańcami Sowiego Domu. Obecnie cała drużyna ma problemy finansowe i muszą parać się pracą łowców nagród.

– Podczas tego krótkiego montażu dla mamy Luz, mamy kapitalną komediową scenę z Edą i Kingiem. Czarownica tworzy dla siebie nową broń, coś w rodzaju włóczni. Wmawia potem Kingowi, że jabłko będzie świetną czapeczką, tak żeby móc celować w niego włócznią. King to kupuje. Luz ostatecznie ochrania go przed rzutem Edy. Bardzo mnie to rozbawiło.

– W kolejnej scenie cała ekipa udaje się do miasta, żeby odebrać nagrodę. Dostają złamanego grosza. Dosłownie. Kolejny, fajny komediowy myk.

– Pierwszy raz zostaje wspomniany Golden Guard, który już od dawna był hypowany w fandomie.

– Luz podsłuchuje rozmowę Edy i Lilith, w której pierwsza z wymienionych wyznaje, że rezygnuje z innych rzeczy, by kupować jedzenie dla Luz. Dziewczyna zaczyna czuć się winna za obecną sytuację. Postanawia ruszyć na polowanie na morskiego potwora, żeby zdobyć trochę pieniędzy. Obserwuje ją Golden Guard.

– Tymczasem Lilith spogląda na spalony plakat ze swoją podobizną. Jest wyraźnie zawiedziona samą sobą i tym, jak wygląda teraz jej życie. Bardzo w ogóle cieszę się, że Lilith mieszka teraz ze spółką. Bardzo na to liczyłam po zakończeniu pierwszego sezonu.

– Eda wpada na pomysł, żeby sprzedawać eliksiry. Zostawia Lilith i wesoło życzy jej dobrej zabawy w użalaniu się nad sobą, co jest bardzo zabawną sceną, ilustrująca nam, jak teraz wygląda dynamika dwóch sióstr.

– Lilith chce jakoś odkupić się za rzucenie klątwy na Edę. Postanawia zrobić eliksir szpiegujący, dzięki któremu będą mogli zajrzeć do zamku cesarza Belosa. Nachodzi ją Hooty. I właśnie tutaj zaczyna się najlepszy wątek.

– Hooty oferuje Lilith pomoc. Nazywa ją Lulu, co jest urocze. Ta odrzuca jego ofertę i idzie sama poszukiwać składników na eliksir. Hooty i tak za nią podąża, wypowiada wówczas takie słowa: "A good friend would respect her wishes. But a better friend would help no matter what." I za to kocham Hooty'ego. Zawsze go w sumie lubiłam, przed całym fandomem.

– Luz i King są tymczasem na statku. Kapitan zleca Luz różne zadania. Mamy mały montaż, podczas którego je wykonuje. Doskonale się spisuje. Widać, jak bardzo rozwinęła się w używaniu magii, jak bardzo pomysłowa jest w jej wykorzystywaniu.

– King przypadkiem trafia do tajemniczego pokoju. Tam orientuje się, że statek należy do cesarza. Chce ostrzec Luz, ale łapie go Golden Guard.

– Lilith szuka składników na eliksir. Następny jest miód ognistych pszczół. Gdy już do nich dociera, te ją atakują. Nie może sobie z nimi poradzić. Ucieka.

– Lilith ma kryzys. Wiele w jej życiu się zmieniło. Kiedyś szanowana, teraz uważana za zdrajczynię. Bardzo ciekawie ogląda się to, jak reaguje na tę nową sytuację, jak trudno jej się przyzwyczaić. Lilith jest jedną z ciekawszych postaci w całym serialu. Czekam z niecierpliwością, jak się rozwinie w tym sezonie.

– Zjawia się Hooty. Znowu oferuje pomoc. Lilith znowu ją odrzuca. Stwierdza, że musi zrobić to sama.

– Tymczasem statek, na którym płynie Luz, natrafia na potwora. Luz zaczyna walczyć z bestią. Prawie ją łapie. Znowu w ciekawy sposób wykorzystuje magię. Ktoś tymczasem kradnie pieniądze. Luz rusza za nim. Okazuje się, że to Eda. Wygląda przepięknie w pirackim stroju! 

– Na scenę oficjalnie wkracza Golden Guard. Trzyma Kinga w klatce.

– Eda stwierdza, że istota, którą ściga cesarz jest pokojowo nastawiona i że ją prowokują.

– Luz i Eda walczą z Golden Guardem. Z łatwością je pokonuje. Widać, że jest trudnym, sprytnym przeciwnikiem, do tego wygadanym i zuchwałym.

– Golden Guard każe Edzie lub Luz zabić bestię. Luz zgłasza się do tego zadania.

– Tymczasem Lilith jest otoczona przez ogniste pszczoły. Nie może z nimi wygrać. W końcu woła o pomoc. Z odsieczą przybywa Hooty. Pokonuje pszczoły, Lilith mu nawet klaszcze, co jest przeurocze.

– W innym miejscu, Eda podąża za Luz. Chce ją powstrzymać. Mówi, że znajdą inny sposób. Luz upiera się, że musi zrobić to sama. Mamy tu motyw spajający dwa ploty tego odcinka - odrzucanie pomocy i chęć mierzenia się ze wszystkim samemu.

– Eda przypomina Luz o "Us weirdos, have to stick together", co jest wzruszającym callbackiem do pierwszego odcinka serialu.

– Luz wyznaje, że obwinia się o to, że Eda straciła magię i o całą obecną sytuację. Rusza, by zawalczyć z bestią. Przegrywa. W ostatniej chwili ratuje ją Eda. Jesteśmy świadkami wzruszającej, pięknej sceny, która pokazuje jak bardzo rozwinęła relacja Edy i Luz. Czarownica przypomina Luz, jak bardzo zmieniła jej życie na lepsze. Kończy się pięknymi słowami Edy: "So, unfotunately for you, my life is pretty great, because I'm friends with Luz the human." Luz rzecz jasna mocno się wzrusza. Odkrywają, że bestia ma dziecko. Luz pyta Edę, czy chce nauczyć się swojego pierwszego glifu.

– Tymczasem Golden Guard zabawia się Kingiem. Ta scena była już w zwiastunie. Nie będę jej zatem szerzej omawiać.

– Eda i Luz odgrywają przed Golden Guardem teatrzyk. Udają, że pokonują bestię. Golden Guard w końcu odlatuje. Całkiem zabawna i ciekawa postać. Zobaczymy, jak dalej się rozwinie.

– Wszystko kończy się dobrze. Bestia obdarowuje Luz i Edę jakąś złotą mazią, która jest warta fortunę.

– Lilith tymczasem opatruje Hooty'ego. Przyznaje, że trudno jej prosić o pomoc. Nazywa Hooty'ego Hootciferem. Ten cieszy się z ksywki.

– Eda, Luz i King wracają do domu. Lilith pokazuje siostrze eliksir, który dla niej zrobiła.

– Eda ma dobry humor. Proponuje, że porysują twarze na Hooty'm. Lilith oferuje, że go obroni, co jest absolutnie przeurocze. "I will protect you Hootcifer".

– Ostatnia scena należy do cesarza Belosa. Stoi przy niedokończonym portalu i mówi przerażające: "Knock, knock, human."

Podsumowując, bardzo dobry początek sezonu, zarysowujący obecną sytuację postaci. Mieliśmy też całkiem zgrabny morał o tym, że nie ma nic złego w proszeniu o pomoc. Mnie osobiście najbardziej kupiły przygody Lulu i Hootcifera.

 

Za co kocham OK K.O.! Let's Be Heroes?

Za co kocham OK K.O.! Let's Be Heroes?

Na początek

Opowiem wam dzisiaj o tym za co kocham kreskówkę pod tytułem: OK K.O.! Let’s Be Heroes, która odeszła zbyt wcześnie. Najpierw może trochę podstawowych informacji na jej temat. Jest to amerykańska produkcja z 2017 roku. Tak, sprzed trzech lat. Swój żywot zakończyła po ledwie dwóch. Jej twórcą jest Ian Jones-Quartey, który pracował także przy Stevenie Universie. Opowiada o chłopcu imieniem KO, który marzy o tym by zostać wielkim bohaterem. W tym celu rozpoczyna pracę w, znajdującym się w Lakewood Plaza Turbo, sklepie dla bohaterów, należącym do podziwianego przez niego Pana Gara. Przeżywa on wiele zwariowanych przygód – walczy z złoczyńcami, zdobywa przyjaciół i uczy się co to znaczy być bohaterem. Tak można byłoby w najprostszy sposób opisać tę historię. Ma jednak znacznie więcej do zaoferowania, niż mogłoby się wydawać. Teraz przejdę do konkretów. Zacznę wyliczać elementy (trochę hierarchicznie, a trochę nie), które sprawiły, że pokochałam tę kreskówkę. Będzie to dość subiektywny, luźny tekst o moich osobistych odczuciach, towarzyszących mi podczas kilkukrotnego oglądania tej serii. Mam jednak nadzieję, że uda mi się kogoś zachęcić do jej obejrzenia. Chociaż jedną osobę. Postaram się unikać spojlerów na tyle na ile to możliwe.


Postacie

Jedną z największych zalet tej kreskówki są niewątpliwie postacie, które tworzą różnorodną gromadkę. Zacznę od głównego bohatera, naszego niezłomnego KO. Jak już zostało wcześniej wspomniane marzy o tym by zostać wielkim bohaterem. Ale to nie jego jedyna charakterystyka. Warto dodać, że uwielbia pomagać innym i ponad wszystko kocha swoją mamę i przyjaciół. Jego hobby jest natomiast zbieranie kart mocy, na których widnieją różni bohaterowie. Ma dużą wiedzę o różnych bohaterach. Bardzo angażuje się w nową pracę i chętnie wykonuje powierzane mu obowiązki. Jest także bardzo energiczny, pełen entuzjazmu, nadpobudliwy i posiada dużą wyobraźnie. Jednym z zabawniejszych elementów jego postaci są wewnętrzne, wzniosłe monologi, które często sam do siebie wygłasza podczas wykonywanie najbardziej zwyczajnych obowiązków. 

Podczas całej opowieści chłopiec dorasta i mierzy się z kolejnymi przeciwnościami. Uczy się, że droga do stanie się bohaterem nie jest łatwa i że wymaga ciężkiej pracy. Jest to o tyle ważne, że zdarza mu się porównywać do innych i być niezadowolonym z tego, że nie jest wystarczająco silny, przez co bywa czasami niecierpliwy i impulsywny. Wiąże się to z większym, interesującym wątkiem, o którym jednak nie będę się rozpisywać, ponieważ jednym z celów tego tekstu jest zachęcenie do obejrzenia tej świetnej serii, a to byłby dość duży spojler. Może kiedyś napiszę większy spojlerowy tekst. Wracając do KO, z opisu może wydawać się typowym protagonistą, znanym z wielu serii, ale jest pewien element jego postaci, który zdecydowanie sprawia, że wyróżnia się na tle pozostałych, a jest to wcześniej wspomniana niepewność siebie, która przejawia się przede wszystkim w strachu przed byciem niewystarczająco dobrym, co jest jak dla mnie jest wyjątkowo prawdziwe, a wręcz boleśnie prawdziwe. Myślę, że aspekt ten sprawia, że KO staje się nam bliski.

Teraz opowiem o dwóch najlepszych przyjaciołach, a zarazem współpracownikach KO – Enid i Radzie, którzy są także niejako głównymi bohaterami tej opowieści. Zacznę od Enid. Enid jest nastolatką o ciętym języku i wyluzowanym usposobieniu, która pracuje na kasie w sklepie u pana Gara. Początkowo może wydawać się zimna i zdystansowana, ale tak naprawdę to tylko fasada. Dziewczyna w przeszłości została skrzywdzona przez bliską osobę i teraz ma problem z zaufaniem i otworzeniem się na innych. Tu często wkracza KO, który jako jedyny potrafi tak naprawdę dotrzeć do Enid i roztopić jej lodowate serce (dosłownie). Relacja między tą dwójką jest bardzo dobrze rozpisana i przeurocza. Enid jest dla KO jak taka starsza, fajna siostra. Innym elementem postaci Enid, o którym warto, a nawet należy wspomnieć, jest to, że próbuje wszystko sobie poukładać i zrozumieć kim tak właściwie jest. Dziewczyna jest w trakcie poszukiwania, i dookreślania swojej tożsamości. Wiąże się z tym po części wątek z rodziną Enid, który w pewnym stopniu tłumaczy jej wewnętrzne zagubienie i sprzeczność, którą odczuwa. Nie będę się jednak rozpisywać na jego temat, bo spojlery. Na wielu poziomach można się z tą postacią utożsamiać i znaleźć w jej doświadczeniach swoje doświadczenia. Oprócz tego Enid jest wprawną ninja (stosuje różne techniki, takie jak na przykład sztuczka z pieńkiem), która wymiata w walce. W pierwszym poście wspominałam o reprezentacji w kreskówkach. Enid jest jednym z jej przykładów. Dziewczyna identyfikuje się jako osoba biseksualna. Może nie jest to nigdy powiedziane w prost, ale dostajemy kilka wskazówek, które to potwierdzają. Teraz będzie mały spojler. Wybaczcie mi. W pewnym momencie serii Enid zaczyna chodzić z inną, równie ciekawą co ona, bohaterką kobiecą.

Teraz przyszedł czas na Rada. Rad pracuje u pana Gara jako magazynier. Jego głównym zajęciem jest dźwiganie pudełek. Chłopak podobnie, jak Enid, jest nastolatkiem. W jego przypadku pierwsze wrażenie także jest mylące. Na początku wydaje się, że jest zadufanym w sobie osiłkiem, potrafiącym jedynie chwalić się i prężyć muskuły. Później okazuje się, że tak naprawdę jest w nim znacznie więcej. Za jego zachowaniem kryje się tak naprawdę strach przed wykluczeniem oraz próba dostosowania się do jedynego, właściwego wzorca męskości. Chce uchodzić za twardziela, który lubi tylko to co prawdziwie męskie. Bardzo zależy mu również na opinii innych (często nie tych osób co trzeba) i chce być ponad wszystko uważanym za fajnego gościa. Ukrywa przez to rzeczy, które lubi i wstydzi się przyznać, że ma wrażliwszą stronę – jest tak naprawdę bardzo troskliwą i ciepłą osobą. W tym jak napisana jest postać Rada można dostrzec komentarza na temat toksycznej męskości oraz ostrzeżenia przed nią i jej wpływem na młodych mężczyzn, ale nie tylko – może służyć także jako przedstawienie problemu jakim jest presja ze strony kolegów. Warto dodatkowo nadmienić, że podobnie, jak Enid, Rad także próbuje zrozumieć kim jest i poszukuje samego siebie. W pewnym momencie również tutaj wkracza wątek rodzinny, o którym powiem tylko tyle, że wiąże się z byciem dzieckiem imigrantów. Rad jest bowiem kosmitą pochodzącym z planety X.

Opisana przeze mnie trójka tworzy zgraną paczkę przyjaciół i niezastąpioną drużynę, walczącą ze złoczyńcami. Relacje między nimi są rozpisane w sposób wiarygodny i ujmujący. Bardzo łatwo uwierzyć w łączącą ich przyjaźń – w jednym z pierwszych odcinków siłą tej przyjaźni nasi bohaterowie nokautują swojego przeciwnika w przezabawnej scenie. Ich interakcje ogląda się z wielką przyjemnością i nie raz robi się przez nie ciepło na serduszku. KO, Rad i Enid troszczą się o siebie nawzajem, wspólnie wpadają w tarapaty i razem się wygłupiają kiedy nadarzy się ku temu okazja. Myślę też, że z każda z tych trzech postaci zmaga się z problemami, które mogą być bliskie wielu osobom. Jeśli mam być szczera to widzę trochę siebie w każdym z nich. Uważam że ich zmagania z sobą i z otaczającym światem zostały przedstawione w szczery sposób.

Kolejną postacią o której chciałabym wam opowiedzieć jest Carol, mama KO. Kobieta zajmuje się chłopcem samotnie. Łączy ich silna więź, opierająca się na szczerej miłości i wzajemnej trosce. Carol stara się jak najlepiej wychować KO, tak by był dobrym człowiekiem. Jest pierwszą nauczycielką chłopca w kwestii bohaterstwa – trenuje z nim. Często udziela mu ważnych życiowych lekcji i przypomina o tym, że droga do stania się bohaterem nie jest łatwa i że każdy od czegoś zaczynał. Jest doświadczoną bohaterką, która posiada dużą wiedzę i umiejętności i potrafi skopać tyłek. W pewnym momencie poznajemy jej przeszłość i dowiadujemy się, że musiała zmierzyć się z stratą i samotnością. Ciężkie przeżycia miały z pewnością na nią wpływ, ale nie zdołały jej pokonać. Podsumowując Carol jest silną, mądrą i piękną kobietą i codziennie inspiruje swojego syna do bycia lepszym człowiekiem. Ponadto prowadzi swój własny biznes – Fitness Dojo, gdzie uczy swoje trzy wierne klientki walki z elementami fitness.

Drugą osobą, która staje się dla KO nauczycielem jest Pan Gar, szef chłopca, do którego należy sklep z rzeczami dla bohaterów. Pan Gar łatwo mógł zostać sprowadzony do roli stereotypowego twardziela, nie okazującego emocji i wyłącznie skopującego tyłki. Pod płaszczykiem super-szefa, powalającego wrogów, kryje się jednak człowiek wrażliwy, żyjący z ciągłym poczuciem winy. Wciąż obwinia się za pewne wydarzenie z przeszłości. Ale tu więcej nie zdradzę. Powiem tylko, że jego wątek opowiada o wybaczeniu samemu sobie i zaakceptowaniu swojej przeszłości.

Pana Gara i Carol wiąże wspólna przeszłość. Kiedyś należeli do jednej super-bohaterskiej drużyny i byli najlepszymi przyjaciółmi. Pewne tragiczne wydarzenia doprowadziły, jednak do rozluźnienia ich więzi. Odcinek, który pierwszy raz sugeruje jakieś silniejsze powiązanie między nimi, jest do dziś jednym z moich ulubionych. Był też chyba pierwszym, który sprawił, że naprawdę wkręciłam się w tę serię.

Równie ważną w życiu KO osobą, co wyżej wymienione postacie, jest przyjaciółka chłopca ze szkoły, Dendy. Dendy jest inteligentną dziewczynką, znającą się na kodowaniu. Ma także trudność z nawiązywaniem relacji i rozumieniem emocji innych. Można czytać ją jako osobę na spektrum autyzmu. Początkowo zainteresowała się KO jedynie jako obiektem do obserwacji i zbierania danych. Po spędzeniu z nim dnia oraz dowiedzeniu się, że również jest fanem kart mocy, postanawia jednak zostać jego przyjaciółką. Dwójka świetnie się uzupełnia i uczy od siebie nawzajem.

Każda seria z bohaterami potrzebuje złoczyńcy. W omawianej kreskówce tę chwalebną rolę pełni Lord Boxman. Prowadzi fabrykę robotów Boxmore, znajdującą się naprzeciw Lakewood Plaza Turbo. Jego ulubionym zajęciem jest atakowanie sklepu pana Gara. Oczywiście nie robi tego sam. Do wykonywania całej brudnej roboty wysyła swoje robotyczne dzieci. Boxman nie chce zawładnąć światem czy go zniszczyć. Po prostu nienawidzi przyjaźni i dlatego istnienie Lakewood Plaza Turbo tak bardzo go mierzi. Razem ze stworzonymi przez siebie robotami tworzy dysfunkcyjną rodzinę. Jego dzieci są mu bezwzględnie oddane i bez słowa wykonują każde jego polecenie w nadziei, że w końcu je doceni. Do jego podopiecznych należą: Darrell, Shannon, Raymond, Ernesto, Jethro i Mikayla. Dziećmi Boxmana, które poznajemy najlepiej są Darrell, Shannon i Raymond. To głównie oni mierzą się z KO, Radem i Enid. Zachowują się jak typowe rodzeństwo. Często ze sobą rywalizują i sobie dogryzają, ale tak naprawdę zależy im na sobie nawzajem i potrafią się wspierać kiedy zajdzie taka potrzeba.

Poza Boxmanem i jego dziećmi nasi bohaterowie czasami mierzą się także z innymi złoczyńcami. Drugim najczęściej pojawiającym się łotrem jest Profesor Venomous, szalony bio-inżynier. To bardzo ciekawa postać, o której nie mogę za wiele powiedzieć, bo spojlery. Powiem jedynie, że jest inteligentny, przebiegły, skrywa wiele tajemnic i ma poczucie stylu. Wiernie towarzyszy mu jego mała pomagierka Fink, bystra i złośliwa dziewczynka.

Poza naszymi głównymi bohaterami i głównymi złoczyńcami poznajemy jeszcze całą masę ciekawych postaci pobocznych. Czasem są obecne tylko w tle, czasem odgrywają ważniejszą rolę, a czasami jest im poświęcony nawet cały odcinek. Najlepiej poznajemy społeczność Lakewood Plaza Turbo – tworzą ją sprzedawcy i klienci. Poza sklepem pana Gara znajdują się tam również bowiem inne miejsca, takie jak wcześniej wspomniane Fitness Dojo, ale także i sklep z ramkami iFrame, salon gier, salon fryzjerski Logic Haircut, czy kawiarnia @Cafe. Od czasu do czasu obecne są także osoby spoza tej przestrzeni (zwykle to właśnie w niej przebywamy, ale czasami również i z niej wychodzimy i odwiedzamy inne miejsca), jak chociażby członkowie dawnej drużyny pana Gara i Carol, koledzy KO z szkoły, czy inwestorzy lorda Boxmana. Wszystkie postacie poboczne pochodzą z różnych porządków i są szalenie różnorodne. Mamy wojowniczkę z przyszłości, która ucieka przed przeznaczeniem; zielonowłosą pięściarkę, która jest również opiekunką do dzieci; magicznego szkieleta; niegdyś złego robota, który teraz jest fryzjerem; szalonego staruszka, który plącze się po Lakewood Plaza Turbo bez wyraźnego celu (jedna z najzabawniejszych postaci); dzielną dziennikarkę; napakowanego kupidyna; dyrektora szkoły, który jest jednocześnie Świętym Mikołajem; Prezydenta Wszechświata i wiele, wiele więcej.

Świat przedstawiony

Na uwagę zasługuje również świat, w którym rozgrywają się przygody KO. Podobnie jak zamieszkujące go postacie jest on różnorodny, barwny i zwariowany. Cała rzecz rozgrywa się na alternatywnej Ziemi w roku 201x. Jest ona nieco bardziej futurystyczna od naszej. Ponadto wciąż żyją tam dinozaury żyją, a planetę zasiedlają nie tylko ludzie, ale też i inne, różnej maści, inteligentne stworzenia. Nie ma też mowy o żadnych państwach, a jedynie o strefach, tak właściwie tylko o dwóch – Neutralnej Strefie i Niebezpiecznej Strefie.

Przygody KO mają głównie miejsce w tej pierwszej. Chłopiec najczęściej przebywa w Lakewood Plaza Turbo, o którym napisałam już trochę przy okazji omawiania postaci pobocznych. To właśnie to małe miejsce stanowi praktycznie cały świat chłopca, swego rodzaju jego bezpieczną przystań. Często przyglądamy się również temu co dzieje się w bliskim sąsiedztwie, czyli w Boxmore. Czasami odwiedzamy też dom KO, albo jego szkołę. Zdarza się jednak, że miejsce akcji zmienia się w bardziej drastyczny sposób. W pewnym momencie na kilka odcinków przenosimy się do prestiżowej szkoły dla bohaterów Point Prep Academy. Innym razem udajemy się prosto do domu Profesora Venomousa. Od czasu do czasu odwiedzamy też z bohaterami Niebezpieczną Strefę. Sceneria zatem czasami się zmienia, a świat KO ulega poszerzeniu. Lakewood Plaza Turbo pełni jednak najważniejszą rolę w jego życiu i to właśnie to miejsce jest sercem całej serii.

Inne

Poza ciekawymi postaciami i równie interesującym światem przedstawionym, kreskówka ma jeszcze wiele do zaoferowania.

Warto zwrócić chociażby uwagę na animację i styl rysunku. Niektóre sceny – przede wszystkim walki – są zaanimowane w sposób bardzo płynny i dynamiczny. Styl rysunku jest natomiast prosty, ale przy tym przyjemny dla oka i pasuje do opowiadanej historii – postacie mają poza tym wyróżniające się i rozpoznawalne designy.

Jest też oczywiście sporo niewymuszonego, szczerego humoru. Najczęściej w postaci gagów wizualnych, ale też i słownych. Są bardzo pomysłowe i przezabawne, czasami absurdalne, a czasami nawiązują do współczesnej popkultury (także internetowej). OK KO! słynie również z ekspresyjnej mimiki postaci – niektóre miny, które robią w różnych sytuacjach są bezcenne.

Co jakiś czas w serii zdarzają się crossovery. Mieliśmy odcinek z Kapitanem Planetą, z innymi postaciami z obecnego Cartoon Network (jaki to był doskonały hołd kreskówkom – także i starym – z tej stacji), czy z dziewczynami z Ghoul School. W jednym odcinku wystąpił nawet sławny jeżyk Sonic. Jestem pewna, że gdyby serial potrwał dłużej byłoby ich znacznie więcej.

Na zakończenie

Jest to niewątpliwie jedna z moich najulubieńszych kreskówek. Zawsze potrafiła mnie rozbawić, wzruszyć, a nawet pocieszyć w trudnych momentach. Na zakończenie podzielę się jednym miłym wspomnieniem związanym z tą serią. Pamiętam jak podczas pisania licencjatu byłam już tak zmęczona i zdołowana, że nie miałam na nic siły. Wtedy włączyłam sobie OK K.O.! i na chwilę zapomniałam o tym wszystkim. To było jakoś po północy. Jadłam tosty i oglądałam akurat wtedy kilka odcinków składających się na większą historię.

Podsumowując, ludzie, oglądajcie OK K.O.!, bo warto. Mam nadzieję, że udało mi się przekonać chociaż jedną osobę. Szkoda, że ta seria tak szybko zakończyła swój żywot. Jeszcze tak wiele można by tu opowiedzieć. Tyle postaci. Tyle możliwości.

Postscriptum

Dziękuje wszystkim, którzy dotrwali aż tutaj! Napisanie tego tekstu trochę mi zajęło. Mam nadzieję, że z następnymi będzie już trochę łatwiej i że będą coraz lepsze. Przepraszam za interpunkcję. Jestem w trakcie pracy nad nią. Kupiłam nawet książkę. Nie można cały życie uciekać przed przecinkami.

Do zobaczenia!

Copyright © Perła pisze , Blogger